Odznaka szczerej wdzięczności Kościół w Stołpcach był wybudowany w 1625 roku i w okresie ponad trzech stuleci swego istnienia poznał nie mało wyroków losu. Ponadto, w 1868 roku stał się prawosławną cerkwią i w takim stanie dotrwał do I wojny światowej. W 1915 roku, kiedy front przybliżył się do Stołpiec, w mieście powstał wielki pożar. Krążyły plotki, że wyczuwając zbliżanie się frontu, bogaci handlarze sami podpalali swoje obiekty, żeby zdążyć otrzymać odszkodowanie. Były kościół został mocno uszkodzony ogniem. Nie mniejsze uszkodzenia spowodowały i wydarzenia 1917-20 lat, kiedy przez miasto regularnie przetaczały się bojowe wydarzenia i zmiana władzy. Bez wątpienia, bolszewicy odnawiać, a tym bardziej odbudowywać kościoła nie mieli zamiaru, odwrotnie, po drugiej wojnie światowej budynek starego kościoła był zniszczony ostatecznie. W październiku 1920 r. katolicy ze Stołpiec otrzymali z powrotem swoją świątynię, a mówiąc dokładniej, jej ruiny. W 1921 r. już po podpisaniu Ryskiego traktatu pokojowego, kiedy sowiecki blok zgodził się na wejście Zachodniej Białorusi, a więc i ziem Stołpeckich do Polski, rozpoczęła się odbudowa kościoła. Oczywiście, pieniędzy, przydzielonych przez polski rząd, na wszystkie budowlane potrzeby nie starczało. Z tego powodu komitet kościelny ogłosił zbiórkę ofiarowań na świętą sprawę. Z tego powodu była wyemitowana specjalna marka o wartości 100 marek (do 1924 roku, zanim w wyniku pieniężnej reformy wprowadzono złotówkę, w Polsce pieniężną jednostką była polska marka). Wręczała się ona jako symbol wdzięczności tym osobom, które ofiarowały pieniądze na potrzeby kościoła. Jeden egzemplarz takiej marki został przekazany w 1994 roku do krajoznawczego muzeum przez panią Alinę Podbiełę i dzisiaj przypomina nam o tamtych dalekich wydarzeniach. S.A Gołówko (Pamięć. Rejon Stołpce ISBN 985-11-0312-8) Tłumaczenie z białoruskiego Z. Ciechanowicz
Kedyw Okręgu AK Nowogródek. Polska i białoruska wersja wydarzeń. W styczniu 1943 r. zostali przerzuceni na teren okręgu cichociemni porucznicy: "Kula" (Franciszek Rybka), "Stanley" (Stanisław Winter) i"Kwaśny" (Jan Woźniak). "Kula" objął stanowisko zastępcy komendanta Ośrodka Stołpce (w styczniu 1944r. został mianowany jego komendantem), "Stanley" - komendanta ośrodka Nieśwież, a "Kwaśny" - oficera dywersji i zastępcy komendanta Inspektoratu Rejonowego Baranowicze (we wrześniu 1943 r. objął dodatkowo Ośrodek Baranowicze). W sierpniu i wrześniu 1943 r. Kedyw nowogródzki otrzymał dalszych cichociemnych: ppor. "Żala" (Leszek Ratajski) jako oficer dywersji Ośrodka Szczuczyn i podporuczników "Górę" (Adolf Pilch) , "Groma" (Lech Rydzewski oraz "Ikwę" (Ezechiel Łoś) do Zgrupowania "Stołpeckiego", które w lipcu poniosło ciężkie straty. "Góra" objął dowództwo baonu piechoty, 1. kompanią dowodził "Ikwa", a 2. kompanią "Grom". Dowódcą zgrupowania był mjr "Wacław" (Wacław Pełka). Zgrupowanie "Stołpeckie" sąsiadowało z silnym radzieckim zgrupowaniem strefy iwienieckiej. Współdziałały one ze sobą od kilku miesięcy,zanim jeszcze do partyzantki trafili cichociemni, a więc w czerwcu podczas opanowania Iwieńca oraz w lipcu, kiedy wspólnie toczyły walki przeciwko jednostkom niemieckim wykonującym akcję "Hermann", w ramach której usiłowano zlikwidować wszystkie oddziały partyzanckie stacjonujące w Puszczy Nalibockiej. Zdarzające się nieporozumienia między polskimi i radzieckimi pododdziałami, czy też patrolami, których tłem z reguły były sprawy zaopatrzeniowe, wygaszały pozostające ze sobą w stałym kontakcie dowództwa obu zgrupowań. Tym razem jednak, po kolejnym incydencie zakończonym krwawo przez szwadron kawalerii pod dowództwem chor. "Nocy" (Zdzisław Nurkiewicz) nocą z 17 na 18 listopada w Dubnikach, konfliktu nie udało się zażegnać, i 1.XII.1943 r. oddziały radzieckie rozbroiły Zgrupowanie "Stołpeckie". Wydostała się z okrążenia garstka piechoty pod dowództwem porucznika "Góry" i szwadron kawalerii chor. "Nocy", które ścigane uszły na północ pod Iwieniec do strefy kontrolowanej przez Niemców, gdzie 9 grudnia nastąpiło spotkanie z przedstawicielami miejscowej żandarmerii. Stwierdziwszy, że oddział jest w konflikcie z partyzantką radziecką, Niemcy przyjęli proponowany rozejm i zaoferowali pomoc w zaopatrzeniu.
W polskiej armii wielką uwagę przywiązywano do doboru i szkolenia koni, bo w tamtym okresie armia konna miała wielkie znaczenie. Koni kupowano u ludności, stosując określone standardy – każde powinien był być młody, wysoki, lecz nie gruby, na cienkich nogach. Za takich dobrze płacono. Koni szkolono w wojsku. W Stołpcach, na końcu ulicy Puszkina (nazwa obecna. Uwaga. ZC) rzeka była głęboka i nazywała się „końską zatoką”, tam zwierzęta były myte i uczono je pływać. Najpierw na długiej lince uczono konia pływać samodzielnie, potem – razem z jeźdźcem. Kiedy koń wchodził do wody na głębinę, jeździec puszczał wodze, zeskakiwał z niego na lewy bok i płynął obok, trzymając się za grzywę. Kiedy koń dotykał nogami do dna rzeki i zaczynał wychodzić z wody, jeździec przerzucał prawą nogę na siodło i konno wyjeżdżał na brzeg. Uczenie przeprowadzano też za mostem kolejowym.
Potem szkolenie odbywało się na placu przeszkód terenowych, które składały się z parkanów, płotów, żerdzi, rowów, betonowych i drewnianych ścianek. Na wielkiej prędkości jeździec z koniem powinien był pokonać wszystkie te przeszkody.
Prócz tego przyjemna była uroczystość, kiedy na święta na centralnym placu odbywała się demonstracja i defilada wojskowa. Koni poruszały się rzędami (po cztery w rzędzie), trochę bokiem, z głowami zwróconymi do trybuny i w takt marsza poruszały się lekkim truchtem, niby tańcząc, nie naruszając przy tym szyku.